Wierzę, modlę się, mam depresję

Modlę się, mąż się modli, ale poprawy nie ma. Czuję się winna przed Bogiem, że nie jestem taka, jak powinnam być”. „Uwierzyłam i zostałam uleczona! Nie potrzebowałam już psychotropów. Ale „doły” nadal mi się zdarzały”. „Pomodliłem się – wstałem rano i byłem innym człowiekiem! Pełnym radości i miłości. Nagle przyszedł atak choroby…” Depresja to choroba, która może mieć różne oblicza, a zachorować może każdy. Także chrześcijanie się z nią zmagają, choć nie zawsze mają odwagę głośno o tym mówić.

…w Jego ranach jest nasze zdrowie…

Kacper, któregoś dnia, jadąc samochodem, wpadł w panikę. -Myślałem, że mam zawał serca. Żona zawiozła mnie na pogotowie, a lekarz skierował do przychodni zdrowia psychicznego. Leki bardzo mi pomogły. Szybko były efekty, ale się uzależniłem. Jak łykałem, było super – inaczej panika. Dwa lata brałem leki – nerwica lękowa ustąpiła, ale depresja była coraz większa.

Wcześniej próbował sobie radzić sam. -Zmagałem się przez dziewięć lat – jeździłem na ryby, tam się wyciszałem, ale to pomagało na chwilę. Kacper był w trudnym momencie swojego życia – rozwód, długi i samotność go przytłaczały. -Siedziałem w pustym pokoju. Słuchałem w Internecie tego, co mówi jakiś ewangelista. Pomodliłem się modlitwą, którą po nim powtarzałem. Rano byłem innym człowiekiem – pełnym radości i miłości.

Choroby jednak próbowały wrócić. W majowy niedzielny poniedziałek, podczas uwielbienia w kościele, nagle przyszedł nawrót depresji. -Pomyślałem wtedy: Boże, nie potrafię cię kochać… Po modlitwie jednak przyszły dobre emocje. Innego dnia wróciła nerwica. -Szedłem i nagle wpadłem w panikę. Usiadłem na ławce, żeby się uspokoić. Siedziałem i modliłem się. Gdy panika ustąpiła, poczułem ogromny głód, jakbym stoczył trudną walkę duchową. Musiałem zjeść bułkę z bananem. Potem były jeszcze kolejne ataki, zarówno nerwicy, jak i depresji. Wydrukowałem sobie i powiesiłem na ścianie werset z Księgi Izajasza: „Lecz On był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy. Spadła Nań chłosta zbawienna dla nas, a w Jego ranach jest nasze zdrowie”. Moim zdaniem ludzie za mało wierzą w prawdę Bożego Słowa, a za bardzo ufają emocjom. Trzeba się uczyć tego, aby nie polegać na emocjach. Ludzie są przywiązani do tego, co jest tu i teraz i stąd się biorą problemy.

…nie dał nam Bóg ducha bojaźni, ale mocy…

Basia Rosłaniec mieszkała w Australii. Skończyła prestiżową uczelnię i zaczęła robić obiecującą karierę i, jak sama o sobie mówi, była ogarnięta życiowo. -Mimo to czułam ogromną pustkę i poszukiwałam Boga. Próbowałam go znaleźć w różnych religiach, między innymi w buddyzmie, ale wszędzie dostawałam odpowiedzi, które były bez sensu – na przykład, że mam zaakceptować tę pustkę.

To poczucie bezsensu przerodziło się w depresję. Basia zaczęła chodzić do psychiatry. Przez dwa lata przyjmowała psychotropy. -Któregoś dnia, po ciężkim dniu brałam prysznic i zaczęłam płakać do Boga, którego nie znałam: Jeżeli istniejesz, pokaż mi prawdę! To był początek mojego nawrócenia.

Po spotkaniu w kościele, do którego Basia się wybrała, zmieniło się wszystko i mogła przestać brać leki. -Kaznodzieja położył na mnie ręce i poczułam, jak zalewa mnie dobroć i miłość. Wiedziałam, że to Jezus! Zostałam uleczona, a znajomi martwili się o mnie, czy naprawdę nie potrzebuję psychotropów.

Po jakimś czasie pojawiają się jednak „doły”. -Nie do końca było tak, jak mówi ewangelia, Modliłam się o pomoc. Widziałam rozjazd pomiędzy byciem religijnym, a prawdziwym Bogiem. Ludzie opisani w ewangelii byli wolni i ja zaczęłam tak żyć. Jeżeli chrześcijanie mają depresję, to znaczy, że ich wiara jest teoretyczna.

Zmiana myślenia pomogła jej wyjść z choroby. Basia założyła na Facebooku profil Wolny od depresji, aby pomagać innym, którzy zmagają się z tym problemem. Jej zdaniem jest w stanie pomóc każdemu, ale pod warunkiem, że się nawróci. -Terapia może być pomocna, bo chrześcijanie nie powinni być płaskoziemcami, którzy nie akceptują nauki, ale nie możemy też być poddani pod świeckie autorytety.

…smętna jest dusza moja aż do śmierci…

Bogna Kuczyńska jest psychoterapeutką i chrześcijanką. Zanim zaczęła pomagać innym, sama zmagała się z depresją. -Byłam w ciągłym biegu, stresie.  Podczas praktyk w szpitalu zaczęłam mieć silne bóle głowy. Podejrzewano u mnie między innymi udar, a nawet nowotwór. Po wyjściu ze szpitala miałam stany lękowe, a potem depresję. Najpierw nie chciałam brać leków, ale zaczęłam wracać do zdrowia. Po dwóch latach znów mogłam poczuć się sobą.

Przyznaje, że chrześcijanie nie zawsze mają odpowiedni stosunek do depresji. -Nie ma jednego sposobu wyjścia z tej choroby. Nawrócenie jest silnym przeżyciem emocjonalnym, które może zmienić chemię mózgu. Depresja znika, mamy nowy cel w życiu, ale co dalej? Często po kilku latach wraca – sama modlitwa nie działa, potrzebna jest terapia. Nie oznacza to, że ktoś stracił wiarę. Jeżeli tylko się modlimy, zamiast działać, to nasza wiara jest niedojrzała i traktujemy Boga w sposób magiczny.

Najtrudniej do depresji przyznać się osobom, które są w kościołach, gdzie głosi się ewangelię sukcesu. -Część ludzi czuje się potępiona, że choruje na depresję, ukrywają to, czują się gorsi. A depresja to tak naprawdę jest czubek góry lodowej. To, co pod wodą jest dla każdego inne, bo jesteśmy różni. Każda depresja jest inna – to nas uczy pokory. W jednym ze swoich artykułów na temat depresji Bogna napisała: „Wydaje się, że temat depresji jest szczególnie wrażliwym w gronie osób wierzących. Często uważamy, że oddając swoje życie Bogu, będziemy już odtąd przeżywali wewnętrzny pokój i radość niezależnie od okoliczności życia. Niektórzy idą jeszcze dalej, wierząc, że relacja z Bogiem uchroni ich przed trudnościami, chorobami czy cierpieniem. Stąd już niedaleko jest do kolejnych wniosków, że skoro zapadamy na depresję, musi to być skutek braku duchowej dyscypliny, trwania w grzechu lub wpływów demonicznych. I oczywiście może to być prawdą w niektórych przypadkach, jednak w większości zapadamy na depresję tylko dlatego, że jesteśmy ludźmi”.

…umieściłeś mnie w dole głębokim, w ciemnościach, w przepaści…

Z niezrozumieniem swojej choroby spotkała się Miriam, która cierpi na nerwicę lękową. -Lęk, napięcie, ciągły stres i poczucie winy towarzyszyły mi bardzo, bardzo długo, nawet po nawróceniu – a nawet wtedy jeszcze się nasiliły. Niedawno zaczęły się uspokajać – ale to chyba tylko dzięki lekom i psychoterapii. Znam innych chrześcijan zmagających się z nerwicą, depresją, a nawet schizofrenią. Temat jest dla mnie o tyle poważny, że często takie osoby spychane są na margines Kościoła. W społeczności, w której byłam do niedawna, często spotykałam się z opiniami, że depresja u chrześcijan pojawia się na skutek grzechu w ich życiu. To przykre. Jeszcze bardziej niepokojący jest dla mnie negatywny stosunek niektórych pastorów do przyjmowania leków oraz do psychoterapii. Jest to niepokojące, ponieważ przez takie opinie wielu chrześcijan może nie otrzymać pomocy, jakiej potrzebują. Miriam miała jednak szczęście poznać chrześcijankę, która poleciła jej godną zaufania psychoterapeutkę. Z podobnym problemem spotykają się także chrześcijańscy psychologowie, terapeuci. Agnieszka Kozerska-Szyroki była chrześcijanką i studentką psychologii. -Sama nie wiedziałam, czemu poszłam na te studia. Nie nadawałam się na psychologa, nie umiałam słuchać ludzi, ale wiem, że to Bóg do mnie mówił: „Będziesz psychologiem”. I tak się stało, nauczyłam się słuchać ludzi. Wielokrotnie spotykałam się jednak z ostracyzmem, że sieję herezję, że Bóg nie mógł powołać psychologa. Przez chwilę zaczęłam w to wierzyć, ale wiem, że są chrześcijanie, którzy potrzebują psychologa i że wiara nie jest w konflikcie z psychologią.

Potwierdzeniem tego, że postępuje słusznie było dla Agnieszki… bankructwo. Pracę jako psycholog rozpoczęła, gdy musiała zamknąć prowadzone przez siebie przedszkole. Ona sama cierpiała na depresję dwubiegunową i uporała się z nią bez pomocy lekarzy, ale wie, że nie każdemu się to udaje. -To był ciężki stan, miałam wszystkie przypadłości. Kiedy się nawróciłam, Bóg zaczął mnie uzdrawiać, ale nie od razu – to był proces. Ja nic nie robiłam w tym kierunku. Znam jednak wielu chrześcijan, którzy z terapii korzystają. Jest ona dla nich bardzo pomocna, bo dzięki terapii potrafią nazwać problem, a to jest uzdrawiające i uwalniające.

Ja wiem, jakie myśli mam o was…

Dorota od lat zmaga się z depresją i nerwicą. -Zaczęło się wiele lat temu, ale przyznałam się przed sobą, że nie jest dobrze, dopiero gdy zaczęłam mieć myśli samobójcze. Z niczym sobie nie radziłam, ale nikt nie zauważył, że coś jest nie tak, bo byłam dobrą aktorką. W pewnym momencie stałam się agresywna, nerwowa, płakałam, krzyczałam, wpadałam w furię. Czasem jechałam samochodem i myślałam, żeby skręcić i wjechać w drzewo, do rowu czy uderzyć w słup. Przed samobójstwem powstrzymywało mnie tylko to, że mogę komuś zrobić krzywdę albo stać się roślinką. Wiem, jak to jest, bo ostatnio chorowałam na covid i byłam w szpitalu, gdzie ponad dwa tygodnie miałam cewnik i pampersy – nie chciałabym tak żyć i to mnie powstrzymuje przed myślami samobójczymi.

Początkowo Dorota nie chciała skorzystać z fachowej pomocy. –Psychoterapia kojarzyła mi się z szamanami, jogą, medytacją i hipnozą. Współpracownicy jednak zauważyli jej problem i wysłali ją do psychoterapeuty. Dopiero za drugim razem trafiła dobrze. -Chodzę do wierzącej terapeutki. Ona mi nie mówi o Bogu, ale wiem, że ja jej mogę powiedzieć o mojej wierze i ona to zrozumie, nie muszę jej nic tłumaczyć.

A swoje relacje z Bogiem Dorota określa jako trudne. -Odcięłam się od kościoła, zrezygnowałam ze służby, bo już nie umiałam pewnych rzeczy zrobić. Wiem, że spotykając się z ludźmi, będę musiała kłamać, albo powiedzieć prawdę i odpowiadać na wiele niewygodnych pytań. Najczęstszą radą, jaką Dorota słyszy, jest: „Zmień myślenie, a wszystko będzie dobrze”. -Ale to tak nie działa. Mogę to zrobić na chwilę, ale potem wszystko wraca. Wszystko to sprawia, że Dorota czuje się winna przed Bogiem.Modlę się o poprawę, mój mąż się modli, a poprawy nie ma. Moja wiara zmalała – jest teraz tak na pięćdziesiąt procent. Terapia mi pomaga, ale ona musi trwać kilka lat.

…niech się cieszy me serce z Twojej pomocy…

Chrześcijanie, którzy są gotowi, by głośno mówić o tym, że chorują na depresję, nerwice i nie radzą sobie z życiem, nie muszą z tym problemem być sami. Z myślą o nich powstała fundacja Anioły Kultury, współpracująca z izraelską organizacją City of Life, która wspiera osoby z Zespołem Stresu Pourazowego prowadzącym do depresji, a także fundacja Zrolowani oraz prowadzony jest projekt Harmony with Creator. O tym, jak potrzebne są takie działania mówi Agata Wiktoria Śmierzyńska, prezes fundacji Anioły kultury, członek zarządu fundacji Zrolowani. -Polacy są najbardziej straumatyzowanym narodem w Europie. A efektem nieleczonej traumy jest depresja Moim zadaniem jest zmienić podejście do depresji w kościołach. Jeżeli będziemy sprowadzać wszystko do walki z demonami albo do modlitwy, to ludzi skrzywdzimy. W kościele nie szanuje się fachowców – psychologów, ignorujemy wiedzę o tym, jak działa mózg, bo to „nieduchowe i świadczy o braku wiary”.

Zmagająca się z depresją Bogusia zmieniła kościół po tym, jak została zwolniona z pracy i zachorowała na depresję. -Nie chciało mi się żyć. Stałam w oknie, albo wychodziłam na balkon z myślą o tym, żeby wyskoczyć. Telefon dzwonił co chwilę, ale nie odbierałam. W końcu przyjechało pogotowie, wezwane przez koleżankę z pracy, z którą się znałam i przyjaźniłam wcześniej.

Po wyjściu ze szpitala znalazła nową pracę i nowy kościół, w którym depresja nie jest tematem tabu. Od tego czasu jest już dobrze, żyję i cieszę się życiem. I choć znowu mam trudne zmagania, to już wiem, że jestem silniejsza.

Agata Wiktoria Śmierzyńska podkreśla, że najważniejsza jest współpraca duchownych z psychologami. -Ten od uwalniania od demonów powinien wiedzieć, że jego kompetencje, gdzieś się kończą, a wierzący psycholog nie powinien negować modlitwywyjaśnia. -Świecki psycholog pacjentce, która wyznała mu, że rozmawia z Bogiem, czyli po prostu się modli, powiedział, że to znaczy, że ma psychozę. Musimy szanować się nawzajem. Brak pokory może doprowadzić do tragedii.

Urszula Gutowska

Śródtytuły są fragmentami wersetów biblijnych

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial