Reportaż: dom szczęśliwych dzieci

Posłuchajcie zapowiedź autorki reportażu – Urszuli Gutowskiej.

 

Rodzina wielodzietna to według powszechnych wyobrażeń taka, w której jest czworo, może pięcioro dzieci. Pastor Henryk Skrzypkowski i jego żona mają siedmioro własnych dzieci, ale rodzinę zastępczą stworzyli dla kolejnych dziewięciu.

Dom szczęśliwych dzieci

Henryk i Bogusia poznali się, gdy mieli po 19 lat. -Razem się nawróciliśmy, razem ochrzciliśmy i razem tez wzięliśmy ślub – żartuje pastor. Gdy mieli już pięcioro dzieci, żona postanowiła pójść na studia pedagogiczne. Podjęła też wolontariat w domu pomocy społecznej, w którym był między innymi oddział dla osób niepełnosprawnych, przykutych do łóżka. -Jako zbór utworzyliśmy dwa etaty i zaczęliśmy się zajmować tymi osobami. Zabieraliśmy je na spacery, na plażę, spędzaliśmy z nimi czas na różne sposoby – wyjaśnia pastor. Wszystko to działo się w Koszalinie, ale po pewnym czasie rodzina przeprowadziła się do Chojnic, gdzie powstał też zbór. Wtedy zobaczyli w telewizji reportaż o małej Ani z zespołem Downa. -To była dziewczynka, dla której szukano domu, bo nie miał się nią kto zaopiekować – wyjaśnia Henryk Skrzypkowski. -Decyzję podjęliśmy spontanicznie. Mieliśmy już przecież doświadczenie w opiece nad osobami niepełnosprawnymi.
Małżeństwo musiało jeszcze zrobić szkolenia, aby zostać rodziną zastępczą, ale ze względu na ich wcześniejsze doświadczenie, poszło im to bardzo szybko. Ania trafiła pod ich dach. Za jakiś czas zaproponowano im kolejną dziewczynkę – Martynkę, a dwa lata później Przemka – oboje mają zespół Downa. Pani Bogusia była wtedy w ciąży z kolejnym dzieckiem.

Czasem radość, czasem płacz

Każde z tych dzieci jest inne i wymaga innego podejścia. -Czasem jest płacz, czasem radość, ale kryzysów nie miewamy – raczej troski – wyjaśnia tata Henryk.-Naszym sukcesem jest to, że dzieci nie są na psychotropach i funkcjonują bardzo dobrze.
Pasją Ani i Przemka jest sport – aktywność ruchowa sprawia im radość i chętnie poświęcają na nią czas. Martynka jest spokojniejsza – nie rośnie, ma też problemy z chodzeniem i od sportu woli spokój. Ale wszystkie dzieci są radosne – lubią się bawić i śpiewać. To, co robi rodzina Skrzypkowskich dla dzieci, zostało docenione przez dwóch prezydentów Polski. Sześć lat temu ówczesny prezydent Bronisław Komorowski, przyznał małżeństwu Złoty Krzyż Zasługi. W tym roku prezydent Andrzej Duda odwiedził ich w domu w Chojnicach. Prezydent zjadł z rodziną wspólny obiad, a po nim odwiedził kaplicę zboru. Praca i zaangażowanie rodziny doceniane jest także przez miejscowe Centrum Pomocy Rodzinie. Dlatego cztery lata temu zaproponowano im, aby zostali rodzinnym domem dziecka. I tak się stało. Pod ich dach trafiła kolejna trójka dzieci. A potem jeszcze jeden chłopak, który miał wiele problemów i nie chciał się uczyć. W nowym domu wszystkie problemy zniknęły, a chłopak ma coraz lepsze wyniki w nauce. -Autorytet ojca w domu i matka, która czuwa nad potrzebami dzieci i ich emocjami. A także poczucie bezpieczeństwa i jasne granice to najlepsze sposoby na sukces wychowawczy – wymienia Henryk Skrzypkowski.

Niełatwa codzienność

Pięcioro biologicznych dzieci małżeństwa to już dorośli ludzie, którzy mieszkają poza domem. Najstarszy syn został pastorem w Warszawie, inny skończył prawo, a córka została położną, ale była też przez jakiś czas misjonarką w Rwandzie. Kolejna córka jest pianistką i mieszka w Stanach Zjednoczonych. Najmłodszy syn wraz z żoną wyjechali na misję. -Kiedy się spotykamy, to dzieci mówią, że to dobrze, że w domu była dyscyplina, bo to ich ukształtowało – mówi pastor Henryk.
Obecnie w rodzinnym domu dziecka mieszka jedenaścioro dzieci – dziewięcioro, dla których małżeństwo Skrzypkowskich jest opiekunami i dwoje ich własnych.
Codzienność w domu, gdzie jest tyle dzieci nie jest łatwa. Szczególnie w czasach pandemii, gdy dzieci nie mogą jeść obiadów w szkole. Zakupy są robione codziennie. -Zajmuje się nimi głównie żona, bo ona lepiej wie, co jest potrzebne i jak kupić taniej – tłumaczy głowa rodziny. Gdy na śniadanie zaplanowany jest chleb, to schodzą trzy cztery bochenki. Najtrudniej pod względem logistycznym było, gdy dzieci chodziły do różnych szkół i przedszkoli, wówczas ich zawożenie i przywożenie zajmowało kilka godzin.
Nie tylko dach głową
Rodzina ze wszystkimi obowiązkami radzi sobie samodzielnie. -Przez jakiś czas mieliśmy kogoś do pomocy, ale to nie działa – wyjaśnia pastor. -To musi być ktoś, kto nie tylko pomoże w prowadzeniu domu, ale będzie też miał bliską relację z dziećmi. W rodzinnym domu dziecka państwa Skrzypkowskich, dzieci nie tylko mają zapewniony dach nad głową i podstawowe potrzeby, ale też warunki, aby się rozwijać społecznie i duchowo. W zeszłym roku do rodziny dołączyło dwoje małych dzieci – roczna dziewczynka i trzyletni chłopiec. -Mała dużo chorowała, a teraz jest zdrowa i radosna – opowiada zastępczy tata. – Mówi do nas mamo, tato, a starsze dzieci ciociu, wujku. Małżeństwo chce w przyszłości dom, w którym obecnie mieszkają i prowadzą rodzinny dom dziecka podarować dzieciom, a dla siebie znaleźć jakiś mniejszy. Raczej nie planują przyjmować nowych dzieci. -I tak mamy więcej niż ustawa przewiduje – żartuje pastor. Sprawa nie jest jednak przesądzona. -Jak do tej pory, o żadne z nich się nie staraliśmy, więc gdyby trzeba było pomóc następnemu, to pomożemy. Bycie rodziną zastępczą to ciężka praca, odpowiedzialność i duże poświęcenie. Ale warto, bo: -Te dzieci dają naprawdę dużo miłości. Przychodzą i mówią do nas: mamo, tato, przytulają się – mówi mama Bogusława.

Sukces z Bogiem

Miarą sukcesu dla państwa Skrzypkowskich jest to, czy dzieci będą chciały z nimi zostać, gdy już będą dorosłe i samodzielne. -Jeżeli nie, to będzie nasza porażka – mówi pastor. Małżeństwo twierdzi, że dotychczasowe sukcesy w opiece nad taką liczbą dzieci, które wymagają szczególnej opieki, są możliwe dzięki Bogu. – Ojciec w niebie też jest naszym rodzicem zastępczym – mówi pastor. -Bez niego nie mielibyśmy tyle miłości. On jest naszym ratunkiem w chwilach trudnych i radością na co dzień.
Dzięki świadectwu jakie swoim życiem daje ta rodzina, powstały już dwie nowe rodziny zastępcze i trzy rodzinne domy dziecka. Rodzina to dla nich miejsce, w którym schronienie może znaleźć ktoś niechciany. -Już w Księdze Hioba Bóg mówi, że trzeba martwić się o sieroty. Dlatego Bóg nam błogosławi – wyjaśnia pastor.

Urszula Gutowska

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial