Izrael w kryzysie

Od wielu tygodni w Izraelu mają miejsce regularne antyrządowe protesty. Tysiące osób wyraża w ten sposób swój sprzeciw wobec rządów premiera Netanjahu i jego polityki w walce z koronawirusem. Nie pomaga również fakt, że szef rządu został postawiony w stan oskarżenia w sprawie zarzutów korupcyjnych. Protestujący wzywają władzę do finansowego wsparcia w czasie kryzysu spowodowanego epidemią COVID-19 oraz do rezygnacji szefa rządu Benjamina Netanjahu ze stanowiska premiera.

Czas epidemii to niełatwe chwile dla Izraela. Z jednej strony kraj zmaga się ze znacznym wzrostem zachorowań oraz zastojem gospodarczym, z drugiej zaś – z niezadowoleniem społecznym wobec rządów premiera i rosnącą liczbą protestujących. Atmosfera w kraju stała się wyjątkowo gorąca – i to nie tylko z powodu letnich upałów.

Do protestów doszło między innymi przed oficjalną siedzibą premiera w Jerozolimie oraz niedaleko jego nadmorskiej rezydencji. Ponadto demonstranci wyszli również na ulice Tel Awiwu oraz kilku innych miast. W większości były to manifestacje pokojowe, choć podczas niektórych doszło nawet do starć z policją i aresztowań. Uczestnicy protestów to przede wszystkim osoby bezrobotne, samozatrudnione lub właściciele małych firm. Największe niezadowolenie budzi sposób postępowania rządu z narastającym kryzysem gospodarczym oraz powstałymi na jego skutek szkodami. W szczególności krytykowana jest zbyt szybka decyzja premiera o poluzowaniu powziętych wiosną restrykcji i otworzeniu krajowej gospodarki. Błąd ten doprowadził do wzrostu liczby infekcji (tzw. drugiej fali), ponownych obostrzeń i dużego bezrobocia.

Przybierające na sile demonstracje niosą za sobą duże zagrożenie nie tylko z powodu rosnącej presji niezadowolenia. Gromadzenie się wielu tysięcy osób w jednym miejscu to niebezpieczeństwo jeszcze szybszego rozwoju epidemii. Protesty jednak nie tracą na sile i nic nie wskazuje na to, aby miały rychło ustać.

Elżbieta Szwarc

 

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial